Sumptuastic - strona oficjalna

Sumptuastic
Marek Zając

Marek Zając

Klawisze

Urodziłem się 6 października 1980 r. w Bolesławcu. Los sprawił, że jako nastolatek trafiłem do szkoły średniej, niezwiązanej w żadnym stopniu z muzyką. Dźwięki jednak towarzyszyły mi od początku życia poczynając od przedwojennego, dziadkowego pianina, tatowej gitary, magnetofonu szpulowego, dogorywającego patefonu, fleta, organków a kończąc na instrumentach klawiszowych nabytych z własnego budżetu. Wiele z tych i innych rzeczy nie nadaje się do użycia.

Jako mały pyrpeć ciekawy świata, zbadałem nie jedno i w sposób destrukcyjny bez pojęcia, do czego to służy i jak działa. Po paru latach zrozumiałem np. jak działa harmonia, gdy zobaczyłem jej "wnętrzności" na strychu. Zapytałem wtedy mamy "kto too taki mądry?" a ona na to z ironicznym uśmieszkiem "a jak myślisz?" uuuuufffff serce się kraje jak o tym myślę. No tak, przecież wtedy byłem jedynakiem- to kto mógł to zrobić jak nie ja – taki mały brzdąc, świerzbią łapki no to się dotyka wszystkiego... no co? ..... A że czasami coś popsuje... No właśnie, i tu przychodzi na myśl pytanie "A gdzie w tym czasie byli rodzice?"... Otóż pracowali - ogrodnictwo, warzywnictwo i takie tam. Ja nigdy nie miałem do tego głowy. Czasami pomagałem, czasami nie (ot taka sielanka..., taki... sielankowy nastrój).

Wracając do dzieciństwa-gdy rodzice pracowali zostawałem z babcią, siadaliśmy do pianina i wygrywała mi z pozoru proste melodie. Podobnie było z mamą, tylko że mama grała troszkę zaawansowanie i tam to się mogłem pogubić. Tatko z kolei grał na gitarze akustycznej, z tego, co pamiętam, słuchanie jej nie dawało mi tyle frajdy, co ta wielka szafa przy ścianie z klawiszami. Muszę też wspomnieć o dziadku, który (z opowiadania wiem) był takim... samoukiem multiinstrumentalistą można by rzec, który w czasie imprez, gdy kapela grała brał jakiś instrument i "szołmenił". A grał na czym popadnie. Wiele książek z nutami odnajdywałem co jakiś czas na strychu, to w starej szafie, a to w jakimś kącie, tylko że to wszystko rozsypywało się w dłoniach. Niestety dziadka widziałem tylko na zdjęciu, bo zakończył życie jeszcze przed moimi narodzinami. Widocznie tak miało być.

Kruszyn, miejscowość, w której się wychowałem, przeżyłem tam niezłe chwile a o gorszych już zapomniałem, a do tego ten Dom, i jak mówi Robert Opała "piękniuśki", według mnie jest nieźle usytuowany. Widzę przez okna las, który wzmaga we mnie to .... Coś, o czym można to ująć tak: natura- coś, co nas otacza, zmienia się, na co nie mamy wpływu (nie mamy wpływu, dopóki buldożery tam nie wjadą) i widzimy tylko krótki moment jej zmian, a za tym przychodzi dźwięk, jeden, drugi, kolejny, następny. To mnie uspokaja. Wewnątrz czuję się związany z tym wszystkim. Wszystko to siedzi w mojej głowie- perspektywa tego lasu i ta wyobraźnia- słyszę muzykę. Na czele jest fortepian a dalej cała reszta i w pewnym momencie włosy stają mi dęba. Czyż to nie wspaniałe uczucie?! Piękno obrazu a za nim piękno dźwięku, jak w filmie. No tak, teraz to się czuję jak jakiś leśniczy polujący na... dźwięk. Nie chodzi tu tylko o las, bo jest on tylko przykładem, ale o każdy obraz przed oczyma, nastrój i "powaga" wywołana chwilą, czas, w którym to zdarzenie ma miejsce oraz fale akustyczne pieszczące ośrodek słuchowy. Tak postrzegam świat i czerpie z tego to, co dla mnie jest jedną z rzeczy najcenniejszych. Potrzebuję się na chwile "wyłączyć, odciąć" od rzeczywistości. Dać się pochłonąć wyobraźni. W tym też pomaga mi moja małżonka Agnieszka, za co ją szanuję i cenię, wspaniała kobieta.

Jak już wspomniałem, nie poszedłem do szkoły muzycznej i nie byłem w żadnej innej o tym profilu. Do wszystkiego dochodzę sam podobnie jak dziadek to robił. Jest tyle wiedzy do "połknięcia" na świecie, że mam co robić. Pewnie, że lepiej mieć nauczyciela, być pod stałą opieką, eliminowanie błędów itd. Wiem, że niektórym to się może nie podobać, ale ta wiedza, jaką posiadam wystarczy mi by realizować kolejne cele w dążeniu bycia sprawniejszym, tym bardziej, że sprawia mi to przyjemność. Czy jest coś szlachetniejszego od przyjemności? Chyba nie.

Sumptuastic - relacje międzyludzkie, odmienne upodobania (nie zawsze) i różne charaktery szlifujące się wzajemnie dla wspólnego interesu, konstruktywne plany w teraźniejszości i wybiegające w przyszłość oraz motor do pracy, każdy z nas ma zadanie do wykonania. Każdy z nas ma marzenie do spełnienia. Oby tych marzeń w przyszłości nie zabrakło. Tego również życze wam drodzy internauci.

Kłaniam się nisko i pozdrawiam.

Najbliższe wydarzenia

» więcej wydarzeń

Fan Club Sumptuastic

YouTube Facebook

Ostatnie teledyski

Promyk

Świąteczny czas

» więcej teledysków

Facebook

Statystyki